Pobladła nagle, usta zaczęły jej drgać, wcisnęła się głęboko w kanapkę i patrzyła na niego zdumionym wzrokiem, a po twarzy jej, po ustach, po oczach zaczęły przebiegać jakieś drgania podobne do cieniów; była tak piękna, tak porywająco piękna z tym zdziwieniem, pełnym wielkiej trwogi i bólu powstrzymywanego, z tymi ustami rozchylonymi jakby do krzyku lub do płaczu, że miał szaloną ochotę wziąć ją w ramiona, ale się powstrzymał, ujął ją za rękę i powiedział poważnie:

— Wierzę, iż narzeczoną mieć będę, bo Lili zechce zostać moją żoną, prawda?

— Jak to! ja pańską żoną?

Zerwała się cała w płomieniach.

— Panno Lili, kocha mnie pani troszkę? Prawda, że kocha! więc bardzo serio proszę, abyś zechciała być moją żoną. Wyjedziemy z teatru, zabierzemy mamę i pojedziemy na wieś, do nas. Tak dawno miałem to powiedzieć, tak dawno chciałem, tylko nie byłem pewien, czy mnie pani kocha... Ale dzisiaj już wiem, że mnie kochasz. Lili! Lili moja jedyna, mój ptaku złoty, nic nie mówisz! Powiedz słówko, jedyna! W twoje ręce składam całe życie... Lili, no... przemów!

Ale Lili nie odpowiadała, patrzyła w niego z przerażeniem; potem twarz zaczęła jej gorzeć65, pierś podnosiła się coraz szybciej, twarz się mieniła wszystkimi tonami uniesienia, miłości, szczęścia; w końcu oczy promieniejące zaczęły mętnieć i szklić się, aż wreszcie łzy jak brylanty zaczęły toczyć się spod czarnych rzęs i sypały się coraz gęściej. Pochwyciła z kanapy poduszkę, zakryła nią twarz i wybuchnęła płaczem.

— Lili, dziecko moje drogie, dlaczego płaczesz? Boisz się mnie, nie kochasz?... Przecież wiedziałaś, że dawno cię kocham, że tylko dla ciebie jestem w teatrze. Mówię ci dzisiaj o wszystkim, bo czas już skończyć. Lili, powiedz, kochasz mnie? Kochasz mnie, ty płaczko boska, kochasz? — pytał.

Objął ją ramieniem i całował po włosach i twarzy; oderwała się od poduszki, zarzuciła mu ręce na szyję i okryła twarz namiętnymi pocałunkami, a potem odsunęła się nieco i zapadła w głębokie zamyślenie. Spoglądała na niego z czułością i głębokim rozradowaniem, a łzy radości i szczęścia napełniały jej oczy i niby wielkie, jasne perły staczały się po twarzy.

Zaczął nową serię pocałunków, wyznań i pytań, ale nie odzywała się prawie, czuła się onieśmieloną. Nie mogła się oswoić z tym, co słyszała, bo nigdy nie myślała o czymś podobnym. Wiedziała, że ją kochał, kochała go również całą wielką pierwszą miłością!... Ale zostać jego żoną, rzucić teatr, jechać z nim, nie, tego nie mogła sobie pomieścić w głowie, nie mogła w to uwierzyć!

Chwilami się jej wydawało, że to tylko sen taki cudny, którego bała się spłoszyć najmniejszym ruchem, powstrzymywała oddech, siedziała z przymkniętymi oczyma długą chwilę, to rozglądała się dokoła i spostrzegała, że jest w mieszkaniu i że Leon siedzi przy niej, patrzy i mówi o miłości, przytomniała wtedy, rzucała mu się na szyję i wołała: