— Będziesz moją żoną.

— Korczewska ma męża, Szalkowska też, a są w teatrze... Jak to, więc ja bym nie grała, nie chodziła na próby, nie uczyła się ról? Ale cóż ja bym robiła?

Pytała zdumiona i przestraszona tą pustką, jaką nagle zobaczyła dokoła siebie, odrywając się od teatru, nie znała bowiem innego życia.

— Dzieciaku mój, dzieciaku! — zawołał, uśmiechając się.

— No, dobrze — rzekła, ściągając brwi i myśląc coś głęboko — no, dobrze, a czym ja bym była?

— Żoną moją, panią moją kochaną! — odpowiedział trochę już zniecierpliwiony.

— Masz siostry i pewnie bardzo wykształcone?

— Mam.

— Twoi rodzice to wielcy państwo. Pamiętam ten wasz pałac, byłam tam u was z benefisem, z Korczewskim.

— Ależ to nie pałac, zwykły dwór, a moi rodzice bardzo dobrzy ludzie.