— Jak Dżalma w Tułaczu68? Jak Zbigniew Amelię w Mazepie69? Jak Książę Precjozę70?

— Nie, nie tak, jedyna, bo tysiąc razy silniej i wierniej.

— Dobrze, dobrze! Ale pamiętasz, jak jeździliśmy w Wieluniu z benefisem?

— Pamiętam, ale cóż to ma do naszej miłości?

— Zaczekaj. Pamiętasz ten dwór, gdzie nas zaproszono na obiad? Nie umiałam chodzić po posadzce, zaplątałam się o dywan, jadłam ryby łyżką, śmiałeś się potem ze mnie. A jak oni patrzyli na mnie, pamiętasz? Jaśnie pani posadziła przy mnie guwernantkę71, bo się wstydziła siedzieć przy aktorce. Córki nie jadły obiadu razem z nami, chociaż były w drugim pokoju, pamiętasz? A jak patrzyli na mnie, w jaki sposób mówiła ze mną ta pani! Ja to pamiętam.

— Zdaje ci się, Lili, tak znów nie było! — tłumaczył jej zmieszany.

— Pamiętam dobrze, odczułam to głęboko, płakałam później, pamiętasz? Nie chciałam ci powiedzieć, dlaczego, bo bałam się twojego śmiechu, bo zresztą wstydziłam się ciebie, bo przecież ty nie nasz, nie taki, jak Feluś, Korczewski albo nawet Olkowski, a tyś taki sam pan, jak i ci obywatele, co przyjeżdżają na przedstawienie, jak i ci, co nas wtedy przyjmowali, a twoja mama musi tak samo traktować aktorki, jak tamta pani. Pokazywałeś mi list od matki, latem. Bawiliśmy się wtedy tym, co ona wypisywała na nas, pamiętasz?

Mówiła niepowstrzymanie i żal do tego świata, gniew i obawa drgały coraz silniej w namiętnych akcentach jej głosu.

Leon próbował tłumaczyć i bronić, ale mu nie pozwoliła dojść do słowa; wypowiedziała wszystko, co czuła, aż w końcu zmęczona usiadła obok niego.

— Panie Leonie! — szepnęła po chwili, ale tak cichutko i prosząco a błagalnie, że drgnął niespokojnie.