— Co! Kochasz mnie, Lili? Powiedz i nie myślmy już o czym innym, nie zatruwajmy sobie tych cudnych chwil. Kochasz mnie?

— Kocham cię! kocham! — przytuliła się do niego z serdecznością, położyła mu głowę na piersiach i patrzyła w niego oczami pełnymi ognia i łez. — Kocham cię! — szeptała, dotykając z pieszczotą końcami palców jego twarzy, oczu, czoła, gładząc mu włosy — kocham cię, mój lwie, mój mądry, mój dobry, mój jedyny, mój serdeczny, mój chłopaku złoty! Ja nie wiem, za co mnie kochasz, ja nie wiem dobrze, czego chcesz ode mnie. A jeśli mnie chcesz, to weź mnie sobie, zabij, zrób swoją służącą, bylem tylko była przy tobie, byleś mnie tylko kochał. Ja jestem głupia dziewczyna, ja jestem krowienta, ale tak kocham mojego pana, tak kocham bezmiernie, tak kocham! — szeptała upojona, oplotła go ramionami, całowała gorączkowo i wybuchnęła znowu takim spazmatycznym płaczem, że uciekła za parawan.

Nie poszedł za nią, bo nie śmiał, i coraz mniej rozumiał, co się z nią dzieje, po co mówiła mu o domu, co znaczyły te akcenty bólu w jej głosie i te łzy, które nie były łzami szczęścia, lecz jakby płaczem rozpaczy. Nie miał czasu rozmyślać, bo weszła matka i już od progu mówiła:

— Czekaliśmy u Korczewskich na was, a z tego powodu Gałkowska robiła tak złośliwe domyślniki72, że chociaż jestem spokojna kobieta, nawymyślałam jej.

Zakrzewski się podniósł zmieszany, bo domyślniki musiały dotyczyć jego i Lili.

— Nie poszliśmy, bo... bo... ja się właśnie dzisiaj oświadczyłem pannie Lili... i jeżeli pani nic nie ma przeciwko temu, to proszę najuroczyściej o rękę córki. Sądzę, że już mnie pani poznała trochę, że moje zamiary były...

— Historie! Dalibóg73, że tylko napisać i przedstawiać! Historia, czysta historia! Gdzieś ja to czytałam, tylko nie pamiętam tytułu, że jakiś lord poszedł do cyrku, bo się zakochał w woltyżerce74, ożenił się z nią potem, ale ona umarła. Bardzo tkliwa, rozrzewniająca historia, płakałyśmy z Lili nad nią całą noc.

Zakrzewski przerwał jej trochę niecierpliwie i zaczął gorąco opisywać swoją miłość.

— Wierzę panu i jeśli Lili chce, to się pobierzcie, tylko dobrze się namyślcie, bo to sztuka nowa, niegrana, a role trudne!

Rozebrała się z salopy, zamieniła po cichu kilka słów z córką i usiadła na zwykłym miejscu, rozkładając książkę na parapecie, ale nie czytała; błądziła oczami po podwórzu, pełnym drobiu, rozgrzebującego śnieg, i nierogacizny, tłoczącej się przy korycie, a myślami błądziła gdzieś daleko, może w przeszłości, bo na jej bladych ustach wykwitł dziwnie smutny uśmiech, jakby wspominała umarłych. Jej suchy profil miał ślady wielkiej piękności, a cały wyraz twarzy i przedwczesna siwizna świadczyły, że wiele cierpiała w życiu.