— Zje pan z nami kolację, prawda? Musi pan z nami zostać, bo ja się śmiertelnie nudzę!
— Ja tylko na chwilę wpadłem do państwa, bo nie mam czasu — tłumaczył się.
— Pomówimy później. Siadaj no pan bliżej, o tutaj! — zepchnęła nogą pieska i nie podnosząc się z kanapy, wskazała miejsce przy sobie.
Usiadł na krześle w pewnym oddaleniu i patrzał na nią ciekawie.
— Boisz się pan przy mnie siadać; to ciekawe, jak Lili pana wytresowała!
Zaczęła się śmiać, podając mu papierosy, a gdy wziął i zapalił, zakrzyczała:
— Jak to! a mnie pan ognia nie da?
Z zapaloną zapałką pochylił się nad nią, podając; wtedy ona pochwyciła go wpół i posadziła przy sobie.
— Siedźże pan tutaj, gdzie ja chcę. Todziu, daj nam herbaty!
Gdy Todzio wkrótce przyniósł herbatę i podał pokornie, rzuciła mu rozkazująco: