Zakrzewski obszedł wielkie płótno, pozszywane z prześcieradeł, rozciągnięte na podłodze, na którym Korniszon malował tzw. „wolną okolicę”, i powrócił do pieca.
— Wiesz, Korniszon, bałbym się tutaj mieszkać.
— I!... Jak się człek przyłoży, to mu i w piekle niezgorzej. Nie kosztuje ta ubikacja ani grosza, a swoboda jest: choćby strzelaj, nikt nie usłyszy. A przy tym opał nie jest drogi... i stróżowi co wieczór dychy płacić nie potrzeba. A z tymi to się już poznałem! — zawołał ze śmiechem, wskazując freski. — Zlatują mi ciągle na kołdrę, łuszczą się sieroty z zimna. A czasem to sobie rozmawiamy, psiatwarz! Niedawno jakoś, w przeszłym tygodniu, byłem nieco „wstawiwszy”88; poszedłem wcześniej spać, obudziłem się nad ranem, księżyc świecił wprost w okno, jak teraz... naraz słyszę śpiew. Ki diabeł? myślę sobie i słucham. Śpiewają w korytarzach! Myślę sobie: Kos z Felusiem i Olkowskim idą do mnie w odwiedziny pod dobrą datą. Podniosłem się trochę i patrzę na drzwi... Otwierają się... wchodzi cała procesja... mnichów! Zemdliło mnie trochę. A oni idą i śpiewają, i śpiewają... Jeszcze pamiętam słowa i melodię: Laudate, pueri, Dominum! Laudate!89
Zaczął śpiewać przyciszonym, grobowym głosem.
Zakrzewski wstrząsnął się nerwowo i spojrzał nieśmiało na freski.
— Doskonale pamiętam, przechodzili koło mnie... głowy wygolone, twarze blade, oczy zamknięte... ręce złożone... w białych habitach z czarnymi szkaplerzami90 na piersiach!... Czekam, aż przejdą, trę oczy, zamykam... otwieram, a oni wciąż idą... idą... i śpiewają! Spociłem się do siódmej skóry, psiatwarz! Nieznacznie chciałem zobaczyć, dokąd idą, oglądam się, a oni chodzą tylko dokoła mego posłania. Spałem przy ścianie... macam... ściany nie ma!... Jezus Maria! zaczęły mi zęby kłapać... Miałem przy poduszce flaszuchnę gorzałki, było tego z pół kwarty91... muszę mieć wódkę, bo jak wstaję, to mnie zawsze mdli coś w żołądku... Wyciągnąłem ją w największym strachu, przewróciłem, łyknąłem raz i drugi dla kurażu92... zamknąłem oczy i... obudziłem się w południe, psiatwarz.
— Pierwszy atak delirium tremens93, tak. Utop się, aby nie powiedziano, żeś się zapił.
— A rano nie było żadnych śladów, nic? — pytał poruszony opowiadaniem Zakrzewski.
— Nic, pustą butelkę znalazłem pod oknem, a siebie w środku siennika.
— Halucynacja, tematem były te freski, a przyczyną wódka.