— Pani wiesz...

— Wiem znacznie więcej jeszcze; wiem i to, że pan jesteś młody, szlachetny, uczuciowy i bardzo niedoświadczony, bardzo wierzący ludziom, pięknym słowom, słodkim spojrzeniom, przysięgom, słowem, temu, czemu najmniej można wierzyć.

— Nic pani nie rozumiem! do czego pani zmierza? — zapytał.

— Ja? Do niczego, mówię ot to, co mi życzliwość podyktowała. Żal mi po prostu pana.

— Dziękuję pani za współczucie i żeby uspokoić pani dobre serce, powiem otwarcie, że już tylko dni kilka przedziela mnie od wyjazdu z teatru. Jadę zaraz po benefisie.

— Dobrze pan robi, bardzo dobrze. Przejrzał pan nareszcie, to i lepiej. Być tak oszukiwanym nikczemnie, to nawet trochę śmiesznie — ciągnęła ciszej.

— Kto jest oszukiwanym? Kto oszukuje? Mówże, pani, na Boga! — zawołał.

— Przecież całe towarzystwo wie, ba, całe miasto mówi 0tym...

— Ale o czym? Błagam panią, mów!...

— A choćby o tym, że Lili wcale nie pojechała na familijną96 kolację do siostry gospodyni...