Głos jej miał jakiś ton lodowaty, co go tak szarpnęło, że nie pocałowawszy jej w rękę jak zwykle, wyszedł, dość energicznie zamykając drzwi. Już był przy drzwiach od ulicy, gdy usłyszał za sobą w ciemnej sieni przytłumiony głos:
— Panie Leonie!
Powrócił śpiesznie, bo radość zalała mu serce; chciał ją ująć w ramiona, ale cofnęła się w smugę światła, padającego z drzwi otwartych mieszkania.
— Zapomniałam się spytać, czy dużo sprzedał pan biletów?
— Za czterdzieści rubli! Lili! i ty po dwóch dniach niewidzenia tak zimno mnie żegnasz, czy nie czujesz, nie widzisz, co się ze mną dzieje? Lili, czy ty mnie już nie kochasz?... — szeptał pełnym bólu i żalu głosem.
Podniosła na niego cudne oczy, pełne łez i bezbrzeżnej miłości.
— Kocham na śmierć... na życie... na wieczność całą... — wyszeptała i zawisła mu na ustach w długim, szalonym pocałunku, ale oderwała się od niego i uciekła do mieszkania, zamykając drzwi na klucz.
Otarł łzy, jakie mu pozostawiła na twarzy, i wrócił do domu jeszcze bardziej niespokojny niż przedtem.
I dom go nie uspokoił, bo zastał list od matki z opłatkiem i błogosławieństwami, pisanymi z płaczem, bo wiele liter było zalanych łzami. Nie wyrzucała mu nic ani już nie pytała o powrót, ale w każdym słowie czuć było szaloną tęsknotę i większą jeszcze troskę o jego dolę. Wstrząsnął nim ten list do głębi i pogrążył w stan tak ostrego żalu, że długo chodził po pokoju, rozmyślając o domu i o powrocie, nim sobie przypomniał, że nie czytał drugiego listu. Obejrzał go ze wszystkich stron, bo nie znał charakteru pisma. List był bezimienny i zawierał najwstrętniejsze plotki i oskarżenia Lili. Pisano w nim, że była kochanką hrabiego i jeszcze kilku ludzi z okolicy, których wymieniano z nazwiska. Szargano wprost w sposób wstrętny jej matkę, a o ojcu, który umarł przed dziesięciu laty, powiedziano, że umarł w więzieniu za kradzież itp.
Uśmiechnął się tylko z politowaniem, czytając długą litanię oskarżeń, bo im absolutnie nie wierzył, chociaż dawne podejrzenia nie wygasły mu w mózgu, więc list schował do kieszeni i rozmyślał, kto go mógł napisać, to go nawet uspokoiło znacznie, że zaczął uczuwać żal do siebie, iż był względem Lili za bardzo niesprawiedliwym. Postanowił jutro naprawić wszystko i jutro również miał się rozmówić stanowczo o dniu wyjazdu, bo chciał wyjechać natychmiast po benefisie; z tym poszedł spać.