— Winciorek! Podpalacz! Dawać go! — rozległ się taki krzyk, że ogłuszył na chwilę śpiewy procesji.
Zemstą zawrzały wszystkie dusze, straszną zemstą.
— Szukać go, łapać! zabić! — wołano ze wszystkich stron.
Ale nikt nie wiedział, gdzie on jest.
Cała gromada rozwścieczonych, oszalałych rzuciła się do jego domu, za wodę, gdzie nie groziło niebezpieczeństwo.
Na progu siedziała Tekla i na widok chłopów biegnących podniosła się jak widmo, pochwyciła jakiś kołek i wrzeszczała obłąkana.
— Nie dom! nie dom! nie dom!
Za nią, z wnętrza domu, ukazała się wysoka postać Jaśka.
— Jest! jest! Dawać go! — wrzasnął tłum.
Rzucili się na dom, w mgnieniu oka rozturbowali Teklę, bo jak suka broniła przystępu do drzwi, ale Jasiek jakimś ostatnim ruchem przytomności skoczył na górę pod dach i zrzucił za sobą drabinę.