— Na zatracenie ano idą, pomarnuje się ino naród i tyla.
— A nieprawda, grontu tam dają, co kto weźmie, i na zagospodarowanie też pieniędzy.
— Hale, ksiądz na ambonie inaczej mówił.
— Ksiądz se gada, co mu potrza, a jak ci urzędnik rzekł, to wierz! — zawołał wyniośle, przysiadł na skrzyni, rozpiął kożuch, że to mu już po krupniku ciepło się zrobiło, i dalejże pleść duby smalone o Brazylii, dalejże przedstawiać ją tak, że narodowi aż oczy wyłaziły z ukontentowania136, aż ślina ciekła do tego dobra.
— Judasz, chce on tu kogo sprzedać — mruknęła Winciorkowa, ale że nikt jej nie słuchał, a przy tym pilno było do syna, wysunęła się cichaczem z izby.
Zmierzch już gęsty był na świecie.
— Niech będzie pochwalony — powiedział ktoś w ciemności.
— A, Nastka! Nastusia. Na wieki — odparła z pewnym zakłopotaniem.
Szły w milczeniu obok siebie, nie wiedząc, co mówić.
— Cóż tam u ciebie słychać? — zagadnęła Winciorkowa.