— Nie wiecie, co w nim stoi?... — pytała.
— Mówił na dworze nie będę, a potem pisarz jest od tego, coby czytał, zaraz mu każę, to wam powie.
Ratował swoją powagę, bo nic nie wiedział o żadnym papierze.
— Wójcie, zanieście ze mną cebrzyk147, bo sam nie uradzę, świnie chcą chlać — proponował stójka.
— Widzisz go! A nieś sobie sam! — oburzył się wójt, ale pojrzał w zasłonięte okna mieszkania pisarza, splunął i poniósł.
— Zawdy usłużyć po sąsiedzku jeden drugiemu powinien — powiedział, powróciwszy, usiadł na kamieniach z powagą i częstował tabaką chłopów, których kilku przyszło za interesami.
— Wójcie! A to pan pisarz mówił, żebyście wóz nasmarowali i rychtowali konia — meldował stójka.
Wójt się opierał, bo widział, że chłopom gęby się już wykrzywiały ze śmiechu.
Ale wnet rozczochrana głowa ukazała się w lufciku i rozległ się głos.
— Wójt! Sam tu148! Naszykować wóz, jedziemy do Górek na śledztwo!