— Duchem będzie! Prawda... podwoda149 urzędowa rzecz, śledztwo tyż! Prawda!...

— Wójcie, a macaliście dzisiaj kury pani pisarzowej? — zakpił któryś z chłopów.

— Stuliłbyś pysk, widzisz go!

— Dziecko by też trza przewinąć...

— Abo i ten porcenelowy150 garnek wynieść...

— Buty wyczyścić...

— Panienkom nosy poobcierać abo co...

Kpili chłopi, ale wójt nie słuchał, narychtował wóz, wytoczył go przed kancelarię i poszedł po swojego konia, do pary z pisarzowym.

— Ogier, nie ogier? Sielny151 koń!

Zaczęli znów, widząc, jak wójt ciągnie za grzywę swego konia.