— Jasiek! Jasiek!
Nie odzywał się, zsunęła się do środka, odszukała go rękami i z trwogą niezmierną potrzęsła.
— To ty, matko!
Przebudził się z ciężkiego snu.
— Podnieś się ździebko.
— Byli?...
— Byli, ale dopiero rano. Nie przychodziłam, bo się bojałam, że w dzień łatwiej może kto wypatrzyć...
— Już tu w południe była Nastka.
— Niechaj jej Pan Jezus da zdrowie!
Podsunęła mu garnczek, wsadziła w rękę łyżkę i pojadał sobie wolno.