— To gdziesik za morze, co?
— Za morze podobno, za morze — powtórzyła wolno.
— Grunty dają darmo...
— Darmo pono i z lasami, i z lewentarzem...
— A choćby i nie dawały, to sobie kupimy...
— Juści, ale zawżdy lepiej dostać, co dają, a za to, co mamy, można by dokupić więcej...
Starą zmorzył sen, umilkła na chwilę.
Bór niedaleki szumiał głucho, jakieś ptaki krzyczały, a deszcz wciąż monotonnie pluskał, jakby ta noc szara i mętna płakała po dniu wczorajszym.
— Ino mi żal, że to, co dziedziczka obiecała Nastce, jak za mąż pójdzie, to nic nie weźmie, bo przecie ślubu tu brać nie możem, a potem wziąć to bydlątko za morze!
Mówił wolno, ale stara już nie słyszała, zmogło ją zmęczenie i ukołysała cisza, spała oparta plecami o ścianę dołu. Jasiek przykrył ją kożuchem swoim i chwilę jakby czuwał nad nią, ale i jego sen wkrótce zmorzył.