— Cię... pomocnika se zrobicie z niego i tyla...

— Abo do służby oddacie, zawsze grosz jaki kapnie...

— Od każdego worka weźmiecie, Pietrze, z kwartę22 mąki więcej i chłopak się wyżywi, że cielakowi nie potrza lepiej.

— Tęgo23 beczy, organistę możecie z niego zrobić, Pietrze, to i honor, i grosz niezły za wypominki24 albo i pochowki25.

— Jedliście, Pietrze, miód, spróbujcie teraz wosczyn26...

— A i matka galanta, co to... trepy prawie nowe, ze sześć czeskich27 wartują, kiecka, że i za półtora złotego nie kupisz, a gębę... to i w szaflik28 zmieścić... frontowa kobita...

— A umyć ino, a wyczesać, to w sam raz byłaby do palenia w piecach u Żydów.

Drwili z niego niemiłosiernie, a on siedział na łóżku i nie wiedział, co począć, dławiła go wściekłość, dławił go wstyd, a nie mógł się ruszyć, bo oczy jego przykuwała biała twarz dziecka, które chłopi rozpowili29 i położyli na trzonie30 komina, i ogrzewali, aż para buchała ze zmoczonych szmatek.

Naraz skoczył na równe nogi i pobiegł do młynicy.

Wkrótce też rozległy się krzyki dzikie i uderzenia.