— Luty, wszędzie tak samo zimno, deszcze i mgły.
— Nie wszędzie, Mr Barney. Rok temu byłem na dalekim południu i pamiętam, jak tam było słonecznie i ciepło — zaprotestował Zenon.
— We Włoszech? — zapytała Daisy, siadając obok niego.
— Tak, w Amalfi107, za Neapolem108.
Zaczął z zapałem opisywać cuda dni słonecznych, cuda mórz lazurowych, posianych słonecznymi skrami, gaje cytryn, dojrzewających w amfiteatrach, gór, opłyniętych błękitem i zapatrzonych w nieskończoność; dale pełne słodyczy, gdzie wskroś topieli nieba pogodnego i morza przemykają czerwone żagle jak skrzydła ptaków nieznanych. Wysepki, podobne do przejrzystych szmaragdów, zatoki wśród skał zielonych, spleśniałych, opiętych w bluszcze, jakby drążone w jednej sztuce olbrzymich turkusów. Stare, umarłe wieże, pełne zielonych jaszczurek i mew białych jak śnieg. Ciche i słodkie życie tych zapomnianych wybrzeży, gdzie nawet śmierć nie jest straszna nikomu, bo przychodzi jak zmierzch wieczorny i klei do snu słodkiego olśnione blaskami oczy; gdzie nie ma fabryk, nie ma miast zgiełkliwych, nie ma chaosu sfery ludzkiej, zażerającej się nawzajem o byle ochłap; gdzie się odczuwa samą rozkosz istnienia! Gdzie panują jeszcze w sercach dobre bóstwa Grecji wespół z Madonną zawsze czuwającą nad dolą człowieka!
Mówił długo — rozpromieniał się, unosił zapałem, nagle poczutą tęsknotą porwany, tak że rozrzewnienie dzwoniło mu w głosie, a łzy błyskały w oczach.
Nie przerywali, pogrążając się w słodką wizję, a Daisy, gładząc czarny łeb pantery, patrzyła na niego i jakby przez niego na te dalekie, czarodziejskie widnokręgi. Uśmiech dziwnie tęskny wykwitł na jej ustach gorących, a szafiry oczu — jak te morza dalekie, zasnute słoneczną pajęczyną melancholii. Przez jej bladą, cudowną twarz przepływały wiotkie cienie tęsknot nagle rozkwitłych, rozmarzone pragnienia i namiętne, nieme wołania. Była jak toń przejrzysta, spokojna, a w głębiach rozchwiana, tak że przez gładzie powierzchni majaczyły zarysy tajemniczego dna.
— Tak pan opowiada kusząco, że zatęskniłam do poznania tych cudów.
— Pani, która zna baśń świata, Indie?
— Nieznane jest zawsze bardziej upragnione.