— Ale również zawieść może i rozczarować.

— O nie, bo widziałabym to wszystko oczyma pana, oczyma poety. A gdy pod takim kątem patrzymy, wszystko jest cudem i baśnią czarodziejską.

Te słowa, wymówione szczególnym, hipnotyzującym dźwiękiem, uderzyły w niego ciosem rozkoszy niewypowiedzianej. Podniósł na nią dziękczynne, olśnione oczy; spojrzenia ich się zbiegły i zatonęły w sobie jak dwie rozgorzałe przepaście. Naraz pantera ziewnęła, skoczyła na ziemię i, szczerząc straszliwe kły, czołgała się do jego nóg.

— Niech się pan nie obawia, ręczę za nią.

Bagh położyła ciężki łeb na jego kolanach. Dotknął go dość lękliwie, bo była bez kagańca i te czerwono-zielone migoty jej oczu przejmowały go niepokojem.

Daisy, szepcząc do niej jakieś pieszczotliwe słowa, zaczęła ją gładzić po grzbiecie. Pochyliła się w tym ruchu tak nisko przed nim, że prawie dotykał ustami jej włosów miedzianych; muskały go drażniąco po twarzy. Miał tuż przed oczyma jej biały kark, wychylający się z kołnierzyka, tak że ogarnął go spojrzeniem i chciał dojrzeć ślady biczowania, ale pantera warknęła groźnie, a Daisy, cofnąwszy się prędko, pochwyciła jeszcze kierunek jego spojrzeń.

— Cicho, Bagh! Ona wszystko wie... Wszystko przeczuwa i za każdą moją krzywdę gotowa się zemścić... — powiedziała z lodowatym uśmiechem, zatapiając w nim dzikie, przeszywające jak nóż, oczy.

Nie zrozumiał słów, ale poczuł, że się stosują do niego i groźnie ostrzegają.

Podniósł się machinalnie, głęboko dotknięty.

— Ja pani nie obraziłem ani jednym słowem, Miss Daisy! — szepnął pokornie.