— Są spojrzenia bardziej obrażające niźli najbrutalniejsze słowa...

— Chyba gdy obnażają starannie ukrywaną tajemnicę — dodał jeszcze ciszej.

— Albo pod tym pozorem, że jak węże obwijają się plugawym dotknięciem.

— To się nie do mnie stosuje! — rzekł surowo i szczerze.

— Ma pan w oczach pioruny! — zwróciła się do niego z dawnym uśmiechem.

— Niesprawiedliwość rani najboleśniej i gniewa!

— Bezwiedna tylko, więc się zamienia w prośbę o przebaczenie — mówiła cichutko i prosząco.

Burza przeszła, ale nie powrócił już dawny nastrój swobody i wesela.

Siedzieli niemi; nawet Mrs Tracy nie wiedziała, co mówić.

Zenon zaś wyszedł, korzystając z tego, że profesorowie z Mahatmą na czele przenosili się do reading-roomu, krzycząc i kłócąc się już na dobre.