Ale Joe nie powrócił jeszcze z Bartelet Court. Było dość wcześnie, zaledwie dochodziła dziesiąta, lecz dziwnie nie chciało mu się tam jechać — czuł się niesłychanie znużony, a ta ostatnia scena z Daisy rozstroiła go do reszty.

Rozważając jej dziwny, nierówny stosunek do niego — tę chwilami lodowatą obojętność i te prawie wyzywające spojrzenia, a może i coś więcej — gubił się w niepewnościach, w jakiejś tajemniczej, niepokojącej mgle, pełnej zarysów ledwie dojrzanych i męczących zagadkowością.

Nie zapalał w mieszkaniu światła. Nie miał sił na żaden ruch świadomy; upadł na jakiś fotel i zapatrzony w mętną, czarniawą noc, z której sączyły się złotawe brzaski latarni ulicznych, rozmyślał, chwiejąc się oczyma wraz z cieniem drzew, kołyszących się sennie czarnym zarysem po szybach.

„A jednak ona tam była!”, myślał, spostrzegając ją znowu przed sobą, całą w pręgach, opasujących jej ciało niby rojowisko krwawych wężów.

— Była tam, była! — powtarzał, sycąc oczy jej pięknością i sromem tego obnażenia; i tą bolesną rozkoszą stwierdzeń jakby się mścił na niej, czując się zarazem jej bliższym o tę wydartą tajemnicę.

— Medium do biczowań! — szepnął z pogardliwą goryczą i porwał się nagle; drzwi wejściowe trzasnęły i wszystkie światła zajaśniały w żyrandolach.

Rozglądał się ze zdumieniem, bo drzwi stały zamknięte i w pokoju nie było nikogo. Tylko na biurku leżała rozłożona mapa kolejowa z podkreślonymi punktami — grubym, czerwonym ołówkiem — a obok przewodnik po Włoszech, otwarty na Amalfi, również opatrzony licznymi podkreśleniami.

Przyglądał się temu ze skupioną ciekawością, nie mogąc zrozumieć, kto to mógł zrobić i kiedy? Bo musiał ktoś być przed chwilą... Może nawet był jeszcze, gdyż ciężkie portiery u drzwi drgały w ostatnim, konającym ruchu, jakby ktoś tylko co przeszedł... Posadzka zaskrzypiała w drugim pokoju... Odsunęło się jakieś krzesło... Ktoś tam był z pewnością... Ktoś przechodził z pokoju do pokoju... Drgały sprzęty... Szelest cichych kroków rozlegał się wyraźnie...

— Annie! — zawołał, myśląc, że to pokojówka.

Nie było odpowiedzi. Szelesty ucichły, ale — jakby z ostatniego pokoju — rozległ się przyciszony, daleki śpiew...