— Henryk! — zawołał z przykrym zdumieniem.

Tamten objął go jeszcze raz i szepnął bardzo serdecznie:

— Nareszcie! Takeśmy czekali!

— Od dwóch dni liczyliśmy każdą godzinę — odezwała się cichym, zdławionym głosem.

Zaczął się usprawiedliwiać, lecz Henryk, nie puszczając jego ręki, pociągnął go na fotel i zawołał radośnie:

— Nie tłumacz się, wszystko już jedno. Jesteś z nami, a resztę wyrzucimy za burtę. Ileż to lat nie widzieliśmy się?

— Prawie dziesięć! — szepnęła cichutko, przymykając oczy.

— Straszny kawał czasu. Nie przypuszczałem jednak, że spotkamy się w Londynie.

— Ja byłam pewna, że pan wróci do kraju...

— Cóż, kiedy jeszcze nie zatęskniłem do drogiej ojczyzny! — odezwał się ironicznie; był już spokojny, panował nad sobą.