— Nie miałem na myśli rodziny.

— Niech Ada powie, jak boleśnie odczuliśmy twój wyjazd.

— Naturalnie, ubył partner do winta119.

Henryk żachnął się, boleśnie dotknięty.

— I nie zdobyliście się ani na jedno słowo do mnie!

— A czy pan dał nam jaki znak życia?

Głęboko skryta skarga brzmiała w jej głosie.

— Więc to moja wina? — wyzywająco patrzył na nią.

Ada pochyliła głowę i wyszła do drugiego pokoju.

— Dajmy spokój wyrzutom. Nie trujmy się i przekreślmy wspólne winy! Na usprawiedliwienie powiem ci to, że dopiero przed paru laty dowiedziałem się, iż jeszcze żyjesz (Ada nigdy o tym nie wątpiła), zaś dopiero rok temu zdobyłem twój adres.