— Ileż ma lat? — ciągnął dalej w tym samym celu.
— Zaczęła dziesiąty! Urodziła się w parę miesięcy po twoim wyjeździe! — ogarnął go dziwnie zagadkowym spojrzeniem.
Zenon ściągnął brwi, jakby oślepiony nagłą błyskawicą, i zaczął prędko zapalać papierosa, gdy weszła Ada ze smukłą dziewczynką, całą w lokach jasnych jak len, prześliczną.
— Wandziu, to twój wujaszek!
Dziewczyna zatopiła w nim ogromne, błękitne oczy.
— Przywitajcież się! — komenderował Henryk.
Dziewczynka, przemógłszy nieśmiałość, rzuciła mu się w ramiona. Całował ją z wymuszoną czułością i zbyt nieco ostentacyjnie, żeby pokryć jakieś niewytłumaczone wzruszenie.
— Bardzo ładna. Typowe polskie dziecko!
— Nadzwyczajnie do ciebie podobna.
— Zupełnie odmienny typ! — poczuł się niemile dotknięty.