Umilkła, rozpłomieniona jakimś głębokim, świętym wrażeniem — i była tak piękna i porywająca w szczerości swoich wyznań! Obnażyła się przed nim do rdzenia swojej istoty i stanęła jak samo życie, wiecznie żądne zapładniań i wiecznie zapładniające — jak słońce niepokalana, jak kwiat przeczysta i jak Ewa dumna świętością swoich przeznaczeń.
Ale Zenon tego nie odczuwał, gdyż, wyssawszy z jej wyznań straszne upokorzenie, syknął z tłumioną wściekłością:
— A potem przestałem ci być potrzebny! Pajęczyco!
— Nie mów tak do mnie, to potworne!
— A nie jestże jeszcze potworniejsze to, coś mi powiedziała? Więc nie miłość rzuciła cię w moje ramiona, nie szał jakiejś świętej chwili uniesienia, lecz tylko dziki, rozrodczy instynkt! Nie pożądałem cię przecież jak samicy, nie; kochałem twoją duszę, twoją wzniosłość, twoją człowieczą dostojność kochałem! A tyś szukała we mnie tylko samca! Czemuż na mnie wypadł ten wybór! Byłem tylko użyty jako narzędzie... To wprost straszne!
Dławiła go bezsilna wściekłość, upokorzenie i niewysłowiony żal.
Ada słuchała mężnie, chociaż chwilami bladła jak trup, pochylając głowę coraz niżej.
— I po coś mi to wszystko powiedziała? — jęknął.
— Bo cię kocham!
— Czy znowu aby... — bluznął szyderczo.