Aż przystanął, zdziwiony naciskiem, z jakim to mówiła.

— Nigdy. Pragnęłam bowiem i pragnę, abyś szedł swobodnie swoją górną drogą. Orły muszą brać swój lot wysoko ponad ziemią, z dala od spraw codziennych. Żona dla prawdziwego artysty jest złym, niszczącym demonem. Jest jego wampirem.

— Więc z rozmysłem skazałaś mnie na cierpienia.

— Tak, ale poświęciłam także swoje życie. I z mojej to męki wyrosły ci orle skrzydła, z moich pragnień powstałeś i z moich łez...

— Któż ty jesteś, kto? — przejęła go nagle jakaś zabobonna trwoga.

— Kocham cię! — szepnęła, ogarniając go cichymi oczami.

Milczeli dosyć długo, przechodząc niezliczone sale, zapełnione cudami wszystkich czasów i ludów. Ada miała na ustach jakby gorzkawy wyraz rezygnacji, a on przypatrywał się jej z coraz gorszą i serdeczniejszą uwagą, aż w końcu powiedział smutnie:

— Cóż ja ci mogę dzisiaj dać za taką miłość?

— Wrócisz do kraju, niczego więcej nie pragnę. Będę szczęśliwa, że cię wróciłam ojczyźnie i literaturze. Alboż to mało?

— Czy ja potrafię żyć tam jak dawniej?