— Nie, zapewniam pana, że nie wychodziła.

— Nieprawda! — krzyknął w nagłej pasji.

— Ależ z pewnością... Z pewnością... — szeptała zdumiona, cofając się przed jego błędnym wzrokiem i twarzą zmienioną.

— Muszę być chory i najwidoczniej mam gorączkę — powiedział głośno, rozglądając się podejrzliwie po mieszkaniu; nie było jednak nikogo, służąca uciekła, wszystkie drzwi stały otwarte.

We wszystkich pokojach płonęły jasno światła, stały meble w surowych, ciężkich zarysach, błyszczały zwierciadła jak oczy promieniste i puste; kwiaty w wazonach barwiły się cicho, ciężkie portiery przysłaniały okna, a ze ścian ciemnych wyzierało kilka posępnych portretów.

Wszystko to znał, poznawał, pamiętał, czuł, że jest u siebie, w swoim mieszkaniu, a jednak... Jednak poprzez te sprzęty i ściany, zwierciadła i kwiaty wyzierały jakieś zarysy przypomnień; kontury mgliste jakichś innych rzeczy, rzeczy zgoła nieprzypomnianych, a istniejących gdzieś... Rzeczy zmartwychwstających wiotkim cieniem i zjawą nieuchwytną.

— Nic nie rozumiem... Nic! — wołał, chwytając się za głowę.

Rozdział II

— Straszny dzień! — zawołał Zenon, wstrząsając się z zimna.

— Okropny, obrzydliwy, wstrętny dzień! — powtarzała z wesołą przekornością śliczna, jasnowłosa dziewczyna, wychodząc z nim spod kolosalnych kolumn portyku św. Pawła18 na szerokie, mokre i oślizgłe schody.