„Trzeba go ratować!”, postanowił, dzwoniąc energicznie na lokaja.

Wysłał długą depeszę do Bartelet Court i kazał poprosić Mr Smitha, który na szczęście był jeszcze w domu i natychmiast się zjawił. Wysłuchał opowiadania z najgłębszym współczuciem, nie mogąc się jednak powstrzymać od sekciarskiego tryumfu.

— Opuścił nas, a to smutne rezultaty! „Po owocach ich poznacie je”146. Oto dokąd prowadzi swoich wielbicieli ta diablica!...

— Kogóż ma pan na myśli?

Miss Daisy! Byłem u niej z Bławatską, otwarcie się przyznała do służenia Jemu! — strzepnął zabobonnie palcami.

— Ważniejszy dla mnie stan chorego! — odezwał się wielce znękany.

— Chciałbym go zobaczyć, może się już przebudził...

Poszli do niego. Stał na dawnym miejscu nieporuszenie, ledwie dojrzany w kadzielnych dymach i cały pokryty świetlistą rosą.

Mr Smith zadygotał z trwogi.

— „Ale nas zbaw ode złego”147 — wyszeptał, cofając się śpiesznie do żółtego pokoju.