— Ale powróćmy do Joego — przerzucił się nagle, widząc znudzoną twarz Zenona. — Twierdzę, że zgubiła go Miss Daisy!

— A w końcu zacznie pan dowodzić, że ona jest reinkarnacją Bafometa.

— Dowodzę tego od początku! — strzepnął palcami, a przysunąwszy się do niego, szeptał mu prawie do ucha. — Przecież przybiera takie postacie, jakie chce! Pan myśli, że Bagh to tylko pantera? Albo to jej rozdwajanie się na parę postaci? Sam widziałem, jak przyszła na seans do Joego; rozmawiałem z nią, tworzyła z nami łańcuch, a wyszedłszy wcześniej, zastałem ją siedzącą z Mrs Tracy, z którą bez przerwy spędzała cały czas seansu! Czy to nie potwierdza mojego dowodzenia? Faktów podobnych mógłbym przytoczyć bardzo wiele. Na przykład, w ostatnich dniach była niby słaba i wiemy z pewnością, że nie opuszczała mieszkania. Równocześnie jednak widziano ją w różnych stronach miasta. Mówię panu rzecz absolutnie pewną, bo stwierdzoną.

Zenon wpił się naraz w niego oczami, słuchając z uwagą.

— To wampir! — wyrzekł Mr Smith z uroczystą tajemniczością. — Przybiera bowiem, jakie chce, kształty, aby swobodnie żerować wśród dusz... A może jej, jako człowieka, nie ma zupełnie? Może to tylko chwilowa inkarnacja Jego woli? Tak, panie, to może być tylko Jego cień, nieśmiertelny cień Zła i Grzechu! Samotny w nieskończonościach, zepchnięty na dno wieczystych ciemności, nieukorzony, a nienawidzący Najwyższego Światła, wyciąga sępie pazury po władzę nad światem i zagarnia obłąkane i buntownicze dusze, aby kiedyś na czele tych potępieńców stoczyć jeszcze jedną i ostatnią walkę z Bogiem! Wierzę, że nadejdzie ten czas; zatrzęsie się wtedy w posadach cały świat, pogasną gwiazdy, rozsypią się w pyły słońca i planety i zawrze nieubłagany bój od krańca do krańca! Ale i w to wierzę, że będzie starty na proch Szatan i pycha jego! Bóg wywiedzie nowe światy z chaosu! Nowym, weselnym Jeruzalem stanie się ziemia i oswobodzona od grzechu ludzkość zaśpiewa: „Hosanna148!”. Czyste, nieśmiertelne duchy zapełnią wszechświat i całe niebo rozbrzmi szczęściem wiekuistego trwania w Bogu! Tak w to gorąco wierzę, jak wiem, że Daisy jest Jego wysłannicą! I jestem pewien, że tu ktoś umrze, ktoś oszaleje i ktoś zatraci się na wieki przez Nią i dla Niego!

Zenon jakby nie zrozumiał ostrzeżenia, pochłonięty wyłącznie tym, co słyszał o rozdwojeniach Daisy. Nudziły go bowiem spirytystyczne teorie Mr Smitha, lecz to niespodziane potwierdzenie przypuszczeń, głęboko tajonych nawet przed samym sobą, wstrząsnęło nim gwałtownie.

— I równocześnie widziano ją w różnych miejscach? — Pragnął potwierdzeń.

— Ależ z pewnością! — Mr Smith jął skwapliwie przytaczać nowe fakty.

Już nie słuchał, zapatrzony w nagle rozwarte wierzeje przypomnień. Pamiętał w tej chwili każdy analogiczny fakt. A to pierwsze, wstrząsające zdumienie, gdy, zostawiwszy Daisy na seansie, spotkał ją w korytarzu idącą naprzeciw! A scena biczowań? A wiele tych niepojętych zgoła rzeczy? A przede wszystkim to wczorajsze spotkanie! Przecież dwa razy widział ją, rozmawiał, siedział obok niej, czuł ją przy sobie — i ona w tym samym czasie mogła być w mieszkaniu?

„Co to znaczy? Jak to pogodzić? Czy to możebne?”. Cofnął się jednak trwożnie przed stwierdzeniem, wiążącym się w nierozerwalny łańcuch pewności. Zapalił papierosa, popatrzył na Joego, zamienił kilka słów ze Smithem i, usiłując rozmyślać spokojnie, znowu zagłębił się we wspomnienia...