— Pójdę dzisiaj z tobą, chociaż nie bardzo mi pilno do nowej kłótni.

— Jak chcesz.

Ucichli, bo z oranżerii buchnął krótki, żałosny skowyt i ostry brzęk łańcuchów. Koty się najeżyły groźnie, wyginając grzbiety, aż je Mrs Tracy ogarnęła strwożonymi ramionami.

— Bagh! — rozległ się rozkazujący głos Mahatmy.

Odpowiedział mu przeciągły, jękliwy i przytłumiony ryk, a w drzwiach oranżerii zamajaczył falisty zarys czarnej pantery, przesuwającej się niedosłyszalnie; zielonawe oczy i białe kły zamigotały przez mosiężne kraty kagańca. Podniosła dumnie głowę, ale uderzona oczami Guru padła na brzuch i przypełzła do niego, nie śmiąc podnieść rozgorzałych ślepiów i bijąc się po bokach puszystym, długim ogonem. Rzucił jej jakiś dźwięk, bo podniosła się leniwie, przeciągając się lubieżnie pod jego głaszczącą ręką. Ziewnęła przeciągle i jęła cicho, jakby czając się, bez najmniejszego szmeru, przesuwać się dokoła stołu niczym czarny, pełzający cień.

Tropiła jakieś ślady z trudem odnajdywane, węsząc w wielu miejscach, a znalazłszy się przy szalu Miss Daisy, zaskomlała radośnie, skacząc na krzesło, i wsparta łapami o brzeg stołu, spojrzała w twarze siedzących, pobladłe nieco i przestraszone, mimo iż znano jej łagodność. Zaledwie chwilę to trwało, bo Bagh, zniżając z wolna głowę, wpijała się strasznymi oczami w Zenona. Nie poruszył się z miejsca; nie mógł, czuł się jak sparaliżowany. Głowa mu nieco drgała, ale nie odwrócił źrenic od tych palących, rozżarzonych karbunkułów41, przysłoniętych szmaragdową mgłą, które, zwężając się, świeciły coraz potężniej i wżerały się w niego jak ostre, szarpiące kły.

— Bagh! — pantera drgnęła na ten głos, wyprężając czarny grzbiet w kabłąk. Wspierała się przednimi łapami tak potężnie o stół, że dygotały jej wszystkie muskuły, jak napięte strasznie i z trudem powstrzymywane sprężyny; stół również drżał od naporu i szczękały o siebie naczynia.

— Bagh! — krzyknął surowo Mahatma. Pantera zwinęła się wtedy i jednym, potężnym susem skoczyła mu do nóg.

Odetchnęli wszyscy, bo w martwym milczeniu oczekiwano, że stanie się coś strasznego, więc z ogromną ulgą przypatrywano się panterze, najspokojniej zjadającej olbrzymie kawały chleba z rąk Guru.

— Może się kiedyś stać niebezpieczna — zauważył ktoś.