— Nikt nie ośmielił się twierdzić, że wie, nikt! — zawołał porywczo, dotknięty jego pobłażliwym uśmiechem, i podniósł się z krzesła; za nim powstali wszyscy, przechodząc w milczeniu do sąsiedniego reading-roomu43.
— Panie, myślałem o panterze i dochodzę do wniosku, że...
— Ależ panie, chociaż zawsze podziwiam jego głębokie wnioski, chętnie ich słuchając, ten właśnie nic mnie nie obchodzi, nic! — odpowiadał, z trudem powstrzymując zniecierpliwienie, tak że żółty pan spojrzał zdumiony i odszedł śpiesznie w drugi kąt pokoju; a Zenon tak był dziwnie podniecony, że rad by był nawet jakiejś sprzeczce, więc wprost wyzywająco spoglądał na Mahatmę, gdy ten, odprowadziwszy panterę do klatki, wchodził ostatni do pokoju, zasiadając przy środkowym, okrągłym stole, na którym już służba ustawiła herbatę.
Ale Mahatma nie patrzył na nikogo, zajęty piciem herbaty. Część towarzystwa zasiadła obok niego, a reszta rozsypała się po wielkim pokoju, urządzonym z nadzwyczajną starannością — pełnym stolików do pisania, osłoniętych ekranami, głębokich foteli, biegunowych krzeseł, zacisznych kątów, oddzielonych parawanikami, i wykwintnych drobiazgów. Jasno było i cicho; gruby dywan tłumił kroki, zasłonięte ciężkimi kotarami okna nie przepuszczały odgłosów miasta, tak że tylko niekiedy brzękliwe drgania kandelabrów, stojących na kominku, mówiły, iż gdzieś niedaleko jest ulica i przejeżdżają powozy, a zielonawe ściany, rozjaśnione bukietami kwiatów, malowanych akwarelą, działały dziwnie uspokajająco.
Zenon usiadł z Joem przed kominkiem, wsparł nogi o kratę i błądził oczami po ognisku, nasłuchując jednak wciąż z uwagą.
— Wolałbym pić herbatę u ciebie w mieszkaniu.
— Zaczekajmy jeszcze chwilę, może przyjdzie — odparł, odwracając się, bo służący mówił coś cicho do Mahatmy, który skinął głową.
Mrs Tracy krążyła po pokoju, rozlewając niekiedy herbatę w nadstawione filiżanki; jej trzy białe koty nieodstępnie chodziły za nią.
Rozmowy wlokły się leniwe, rwały się co chwila — nikomu się mówić nie chciało, senność czy znużenie owładnęła wszystkimi.
Jakaś wysoka, chuda pani siadła do fisharmonii, stojącej w rogu, ale wziąwszy kilka taktów, odeszła znudzona.