— Wie pani, pantera o mało się na mnie nie rzuciła.
— Prawie nie do wiary, łagodna jak dziecko; chyba szukała mnie, stąd mogło się wydawać, że chce się rzucić.
— Siadła na pani szalu i tak straszliwie patrzyła, prężąc się do skoku, że, gdyby nie rozkaz Guru, na pewno rzuciłaby się na mnie.
— Przepraszam pana bardzo za chwilę przerażenia, bardzo.
— Ależ nie należy mi się przepraszanie, ponieważ zupełnie się nie bałem.
— Choćby i najkrótsza chwila obawy przyjemna nie jest.
— Niestety, nie miałem i takiej chwili. Upośledzony jestem po prostu, tak że nie rozumiem nawet u innych uczucia strachu, bo go nigdy nie doświadczyłem.
— Nigdy? — pytała, ożywiając się nieco.
— Naturalnie mam na myśli strach przed jakimikolwiek niebezpieczeństwami materialnymi, takich nie doznaję nigdy.
— A inne? — Usta jej drgnęły, odsłaniając sznur zębów białości olśniewającej, pierś jej się podniosła w szybkim, tłumionym wzburzeniu.