— Ależ nie, czuję się dzisiaj doskonale i chętnie posiedzę jeszcze z wami, a nawet zagrałbym z tobą, Joe. Dawno już nie grałem w pikietę49.
— Zagrajmy. I owszem — ożywił się Joe.
Dick wnet przygotował wszystko; wkrótce zagłębili się w kombinacjach gry. Naraz stary, ściszając głos, zapytał niespodziewanie:
— Więc to już pewne, że pułk przenoszą na plac wojny?
— Zupełnie, bo nie tylko dzień, ale i statki do przewozu przeznaczone.
— A po wylądowaniu zaraz w ogień?
— Prawdopodobnie...
Mr Bartelet wybuchnął gniewem. Klął siarczyście i bił kijem w podłogę, aż wystraszona Betsy przybiegła.
— Mój ojcze, mój drogi, nie można się gniewać, doktor zakazywał — prosiła, obejmując mu głowę rękoma.
— No, dobrze, dobrze, cicho już siedzę. Bo jak się nie gniewać, kiedy... kiedy Joe rozdaje karty, jakby je pierwszy raz w życiu trzymał w ręku.