— I dynamitowe nie poruszą bezwładu i ciążenia w kierunku najmniejszego oporu. Przestałem już wierzyć w reformy zewnętrzne.
— Więc cóż pozostaje robić? — pytał rozciekawiony Mr Bartelet.
— Nie reformować tego, co się już nie da przerobić. Zło należy pozostawić własnemu losowi, niechaj samo się zeżre i zgnije do reszty! Mam w tej chwili tylko teatr na myśli; niechaj taki pozostanie, jaki jest, dla tych, którym jest potrzebny! A dla innych potrzeba stworzyć nowy teatr, teatr-świątynię, poświęconą pięknu. Były niegdyś, w dawnych czasach, u ludów pierwotnych, święta wiosny i płodnej jesieni, na które zbierano się społem, by je spędzić weselnie; należałoby wskrzesić takie święta. Wyobrażam sobie jakiś bór prawieczny lub puste, dzikie brzegi morza, z dala od wszelkiej powszedniości, z dala od ciżby i zgiełkliwej farsy życia... I tam, wprost pod niebem, w wiośnianym powietrzu, w zielonych, rozśpiewanych głębiach lasów, na tle odradzającej się przyrody; albo w jesieni dni, przesnute pajęczyną, zadumane, blade i święte jak hostie, roztęsknione, w żalne60 dni opadu rdzawych liści, nad brzegami szafirowego morza, przepasanego tęczą złotego wschodu i krwawego zachodu, tam, na ubitym toku61 rodnej, świętej ziemi, świątynia sztuk wszystkich, appolinowy62 ołtarz uniesień, hymn niebosiężny barw i marzenia, dźwięków i kształtów, modlitw i wizji, hymn upojenia pięknem nieśmiertelnym, oczyszczający duszę z grzechów zła i brzydoty... Nowe Eleusis63 dla spragnionych wzruszeń i kontemplacji; nowa, odradzająca się ludzkość, Jeruzalem64! Oto moje marzenia!
— Cudowne, nadzwyczajne, ale niemożebne, by się dały urzeczywistnić — wołała entuzjastycznie Miss Dolly.
— Wszystko jest możebne dla tych, którzy chcą! — szepnął Joe.
„Boże, jakie to piękne i dziwne! Dziwne!”, myślała Betsy, nie śmiejąc głosem płoszyć tej wizji czarownej, porwana jego słowami i zapałem, z jakim mówił; więc tylko z miłością i podziwem patrzyła na jego piękną i bladą twarz — jakby opromienioną natchnieniem, rozmarzoną i tęskną zarazem.
— Widzę już te pielgrzymki, te niezliczone tłumy, te święta, pełne tajemniczych i wzniosłych uroczystości! — entuzjazmowała się Miss Dolly.
— Dom Cook’s et C. mógłby się nimi zająć. Można by nawet zawiązać towarzystwo akcyjne do urządzania takich świąt. Interes niezły, a gdyby się założyło specjalne pismo i ajentury65 po całym świecie, zniżono taksy66, to interes poszedłby na pewno — drwił stary.
Ale obie ciotki, Betsy, a nawet i Joe rzucili się na niego w obronie projektu, tak że zawiązała się nieco bezładna i gorąca rozmowa, bo stary rzucał co chwila złośliwe uwagi. Zenon milczał; dopiero gdy nieco przycichli, niespodzianie oznajmił:
— Moje marzenie musi pozostać czas jakiś tylko marzeniem, ale tymczasem otwieramy teatr marionetek!