— Zupełna katalepsja8! Nic nie rozumiem — szepnął bojaźliwie.
— Cóż poczniemy? — zapytał ktoś.
— Módlmy się i czekajmy.
— Czy to naprawdę Daisy? — pytał Zenon.
— Daisy... Nie wiem, może być... Ale nie wiem.
Drzwi okrągłego pokoju, gdzie leżała, zatrzasnęły się z hałasem.
— Siadać, cicho... Rozpoczynamy!
Zenon siadł przed fisharmonią, stojącą w głębokiej niszy na prawo, na wprost okien, i zaczął cicho grać.
Światła wtedy raptem pogasły. Przez chwilę jeszcze żarzyły się w żyrandolu rozpalone węgle, potem, gdy sczerniały, tylko kryształowa kula błyskała zielonawym, rozedrganym światełkiem.
Usiedli pod ścianą, jeden przy drugim, nie tworząc już łańcucha.