W hotelu już wszyscy spali. Światła były pogaszone, dom objęła ciemność i cisza, ledwie rozwidnione korytarze ciągnęły się ponurymi tunelami, w których, jak przyczajone oczy pantery, migały gdzieniegdzie przyćmione światełka.

Położył się zaraz, ale nie zasnął. Leżał z otwartymi oczyma — daleki od snu, daleki od wszystkiego, jakby na dnie ostatecznego zamętu duszy. A na krawędziach lękliwej i rozchwianej świadomości czaiły się posępne, złowrogie zjawy nadchodzącego jutra; mary, lęku pełne, przepływały mu przez mózg, zatapiając w nim ostre, drapieżne szpony majaczeń bolesnych.

— Coś się strasznego dzieje ze mną! — to jedno teraz czuł tylko i wiedział.

Drzwi wejściowe trzasnęły tak silnie, że się wyrwał z odrętwienia; jakby ktoś szedł przez pokój — zatrzeszczała posadzka i meble zadrgały dość głośno.

— Kto tam? — pytał donośnie.

Nie było odpowiedzi, kroki przycichły, ale jakieś ręce przebiegły po klawiszach — ciche, przebudzone dźwięki zadrgały na mgnienie. Wyskoczył z łóżka i chwycił rewolwer.

— Kto tam? — zawołał znowu; i znowu żadnej odpowiedzi, usłyszał natomiast ostry i szybki skrzyp pióra po papierze i szelest przewracanych kartek.

Rozniecił światło i rzucił się do pierwszego pokoju, skąd szły te odgłosy, ale tam nie było nikogo. Przeglądał wszystkie kąty, zajrzał nawet do szaf i pod łóżko — ani śladu. Próbował drzwi; były zamknięte, klucz tkwił w zamku... Powrócił do biurka, nie wiedząc już, co myśleć o tym, gdy wpadł mu w oczy arkusz nutowego papieru, porzucony na rozłożonej książce. A na nim czerniały jakieś słowa, napisane jeszcze niezaschłym atramentem: „Szukaj... Idź za spotkanym... O nic nie pytaj... Milcz... Bądź bez trwogi... SOF otwiera tajemnice...”. Przeczytał kilkakrotnie — pismo było wyraźne, sztrychy96 energiczne i, widocznie jakby dla zwrócenia uwagi, szło w poprzek papieru. Pióro, jeszcze mokre, leżało obok.

— Cóż u diabła za żarty rebusowe, kto mi to nabazgrał! — wybuchnął, ani na chwilę nie przypuszczając czegoś innego.

Rzucił papier na biurko i poszedł z powrotem do łóżka. Był pewny, że uległ złudzeniu. Zgasił światło, okręcił się w kołdrę i próbował zasnąć.