Mój Boże, jak to nikomu ufać nie można, nawet prawdziwym dekadentom!
Ale pan Henryk toby od nikogo nie pożyczał, z pewnością!... Zaraz bym z nim zerwała. Napisałam do niego, wyjeżdżając z Krakowa.
Ach, jak to się dobrze stało, żem mu nic nie wspominała o panu Hiacyncie!
*
Pa się znowu zirytował, bo dla oszczędności, że tutaj fiakry145 są bardzo drogie, wziął przewodnika i musiał mu za cały dzień zapłacić piętnaście guldenów!
Ale miasto cudowne! Jakie wystawy, to naprawdę, ale nawet nie marzyłam, żeby mogły być takie śliczne.
A co za przepych! Jakie stroje, jakie kapelusze, to zupełnie jakby żurnale mód chodziły po ulicy... a jacy szykowni są tutaj panowie! Naprawdę, ale nawet ci, co powożą fiakrami, to tak zupełnie wyglądają, jak nasi hrabiowie... Dobrze im się przyjrzałam w przeszłym roku na corso146 w Alejach Ujazdowskich!
I fiakry takie szykowne i zupełnie jak prywatne powozy wyglądają. Bo u nas naszymi dorożkami to już zupełnie jeździć nie można.
Ma mówi, że uczciwe kobiety nie jeżdżą na gumach, no, a tymi strasznymi jednokonkami to znowu nikt szanujący się nie pojedzie.
Byliśmy w Burgu, w muzeum cesarskim. Obrazów małośmy oglądali, bo przecież we Włoszech zobaczymy piękniejsze... ale... naprawdę, to zupełnie nie rozumiem, dlaczego ludzie tak się zachwycają tymi obrazami?...