Myślałem, że istotnie zobaczę coś ciekawego, bo radca tak mrugał... a może nawet tak troszeczkę... no, uczciwie pikantnego...

A tam brudno, piwo pod psem i ostatnie wybiórki... wywłoki...

Wściekły byłem, zwymyślałem przewodnika, co wlazło...

Poszliśmy na lepsze piwo... a tam tylko wino sprzedawali...

Poznałem się z rodakami, bycze facety; postawili szampańskie, postawiłem i ja raz i drugi!... Koniec końcem pękło sto guldenów, psiakość nóżki baranie...

Podła dziura ten Wiedeń!

Pieniędzy wydałem masę, a nic pożytecznego nie widziałem.

Blagierskie miasto, jutro jadę dalej.

Deszcz, błoto, zdzierstwo i blaga na każdym kroku.

Wchodzę do muzeum... marmury, marmury!