Myślę sobie, tutaj nie blagują, cesarskie.

Ale że to człowiek bywał nieraz taksatorem151 przy wystawianiu domów na licytacji... więc się przyglądam uważnie — stiuki152, nie marmury, blaga!

Kogo? mnie, Jana Gwalherta, chcą oszukiwać? Oho! jeszcze się taki nie urodził. Oto i wszystko!

I tylko trzy rzeczy godne zanotowania widziałem:

Ronacher!

Miotły na kołach do zamiatania ulic!

Automat Bar!

Wchodzę tam — nikogo; wtykam dziesiątkę, zakręcam kuraskiem — leje się śliwowica; wtykam drugą — wysuwa się bułka z szynką; wtykam trzecią — jest piwo!

Psiakość nóżki baranie, te Szwaby to mają kiepełe153.

A Ronacher, to jest instytucja! Takie powinno się wszędzie urządzać, bo to i moralne, i człowiek się rzetelnie zabawi — i spokojnie zje kolację! Nie tak, jak w tych teatrach: płać, duś się, wytrzeszczaj oczy, a tam ci pokazują zdrady, miłości, okropności, że w antrakcie154 piwa nie można nawet przełknąć... i takie zgorszenie pokazują, że dziewczyny nie można brać na to!