3 kwietnia. W drodze do Włoch, na jakiejś stacji
Tak mi jest smutno, tak bym czegoś płakała, że to coś okropnego...
Same nieszczęścia nas dzisiaj prześladują.
Najpierw zaspaliśmy trochę.
Potem zapomniałam pudełka z kapeluszem, Pa musiał już z dworca wracać do hotelu, ledwie zdążył, że już nie mieliśmy czasu zjeść śniadania...
Ja to wszystko przeczuwałam, bo śniły mi się ryby ze śliwkami, a to znaczy zawsze jakieś przykrości, nieraz to już sprawdzałam!...
Mówiłam zaraz o tym Ma, ale powiedziała, że „czasem to nic nie szkodzą ryby ze śliwkami, a tylko jak się śnią ryby na amarantowo, to może być źle!”.
Być może, ale i moje ze śliwkami sprawdziły się!...
Boże! to już tak daleko od Warszawy, a ja jestem taka nieszczęśliwa...
Mam czerwone oczy i taka jestem mizerna! Muszę się trochę przypudrować! Ach, żeby to pan Henryk widział, jak ja jestem nieszczęśliwa! O, jemu tam dobrze, chodzi z kolegami na biby albo i umizga się, i... wcale nie jest nieszczęśliwy!...