Ale gdzie tam co zrobią te Szwaby!... Pa chciał jeszcze w biegu wsiąść — złapali go!...
A ten Żyd powiada, żeby pociągnąć za rączkę u sufitu, to pociąg stanie. Pociągnęłam z Ma, aż się coś oberwało i pociąg strasznie zagwizdał, ale zaraz stanął...
Co to była za awantura, to coś okropnego...
Zleciała się służba i pasażerowie, i wszyscy!...
Pa nie puścili do pociągu, a myśmy też wysiadły, a połowa rzeczy poszła prosto do Budapesztu!... ale rzeczy te pewnie nie zginą, ale moje czekoladki to na pewno „śledzia zjedzą”, umyślnie mi je Ma na drogę kupiła.
Sodoma i Gomora! Naprawdę, ale już bym drugiej takiej chwili nie przeżyła...
A ten niegodziwy Żyd śmiał się z nas, bo to on powiedział, że na tej stacji pociąg zatrzymuje się na śniadanie!... Pa aż go bić chciał, i szkoda, że pociąg ruszył, ale tak mu jeszcze z peronu nawymyślał, że to coś okropnego!...
A ten podły wyglądał oknem i krzyczał:
— Wimiślaj pan sobie zdrów, a ja po polsku nie rozumiem!
Okropni są ci Żydzi, ja, żebym była Pa, tobym tym wszystkim, którzy mieszkają u nas, zaraz podniosła komorne. Ale Pa tego nie zrobi, wiem, taki miękki...