Nie nowina. Psiakość nóżki baranie, zawsze mam pecha.
— Janie Gwalbercie, słuchaj.
Słuchałem, ale żarło mnie, bo kartę miałem słabą i czułem już „legendę”.
— Kładę atu — oddaj swoje, jeszcze raz daję — nie masz! Dawaj skórę, a teraz w kiery, co, nie lubisz? Wiemy coś o tym. Jeszcze raz w to samo. To ci dobrze zrobi. A teraz dama!
Tak, zapomniałem o damie i położyłem się bez dwóch, co zsumowawszy razem, wyniosło pięć rubli z kopiejkami.
Zapłaciłem, ale z tymi kierami, to tam nie było zupełnie fajn67!
Wziął mnie pod rękę i poszliśmy do bufetu.
— Przegryziemy co?
— I owszem.
Wódeczka, śledzik, bułeczka z kawiorem.