Drugi raz stuknęliśmy się, kawałeczek pulardy68 w majonezie, grzybki, ździebko69 pâté de foie gras70 — niczegowate! Opłatek szynki, okruszynę kulebiaki71, mały porter72 na finis73 i radca rzekł:

— Janie Gwalbercie, a może byśmy co zjedli?

— I owszem, radco!

Wprawdzie tam matka będzie trochę trajkotać, ale nie mogłem odmówić koledze, radcy i wpływowemu człowiekowi. Trzeba umieć utrzymać honor domu.

Siedliśmy w kąciku. Garson74 podał radcy menu.

Przeglądał długo, marszczył brwi, namyślał się. Rozumiem, przecież to chwila, w której żołądek mówi surowo: uważaj!

— Janie Gwalbercie, a gdyby tak raki?

— Dobrze, to ma kolor.

— Sos Bordeles75.

— I owszem, to jakby z kawałkiem wiosny!