Ciągle te pola i pola... Zupełnie nie ma patrzeć na co...

Śnieg zaczyna padać... a słupy telegraficzne mają taką zabawną minę... pochylają się w jedną stronę, jakby z nami biegły... Boże, jak to już daleko od Warszawy!

Na jakiejś stacyjce wsiadła stara, gruba pani, lokaj w liberii109 wniósł za nią walizkę i stoi teraz w korytarzu. Boże, jaki ona ma kapelusz! Ale chciałabym, żeby zawsze lokaj nosił za mną... Oglądaliby się za mną na ulicach! Pokłóciła się z Ma, bo usiadła młodszemu Stokrotkowi na ogonie i podobno rozerwał jej okrycie czy tam coś podobnego!

Bardzo dobrze, niech uważa, gdzie siada; myśli, że ma lokaja w liberii, to już jej wolno wszędzie siadać...

Częstochowa

Pa poszedł na piwo. Znalazłam ansichtskartę. Brzydka, bo tylko z wieżą klasztorną.

Napiszę w drodze, bo jakiś brunet chodzi przed wagonami i zagląda w okno. Bezczelni ci mężczyźni. A ten i brzydki do tego. Nie patrzyłam na niego, a gdy pociąg ruszył, ukłonił mi się... zarumieniłam się... to coś okropnego...

Śnieg taki pada, że boję się, żebyśmy nie uwięźli w zaspach! To byłoby okropne, jechać do Włoch i uwięznąć w śniegach!

Tak mi jest smutno, tak się czuję osamotnioną, że chce mi się płakać... Ach, ten Pa, żeby tak obrzydliwie chrapać!... Nigdy mężowi nie pozwolę na chrapanie, to wstrętne. Że to Ma pozwala mu na to! Rozwydrzył się, bo mama za wiele pobłaża, i robi, co mu się podoba!

Mam jakieś złe przeczucia... czy aby Zdziś nie zbił mi lustra?...