P. S. Zajrzyj do nas i powiedz cioci, że zapomniałam grzebyka, leży na stole w stołowym, żeby go Rozalia nie ściągnęła...

P. S. Jeśli Ci łyżwy nie będą potrzebne, to odeślij”.

Wsiadł jakiś gruby pan z dwiema walizami i wyżłem. Jezus, Stokrotki się rzucały na wyżła! Myślałam, że umrę ze strachu...

Ten straszny człowiek złapał Stokrotki za grzbiety i wyrzucił je na korytarz! Ma zemdlała. Pa przyniósł Stokrotki. A ten straszny człowiek kłóci się z Pa, że nie ma gdzie swoich waliz postawić, i powiada, że kto wiezie tyle łachów, to powinien je oddać do wagonu bagażowego!... Pa się strasznie rozgniewał i krzyczy:

— Pan wyrzucasz moje Stokrotki! to ja kopię w brzuch pańskiego wyżła i wyrzucam pańskie walizy, psiakość nóżki baranie! — I tak kopnął psa, że ten zaczął wyć...

Dobrze, że zaraz była jakaś stacja, bo byłoby się stało coś okropnego!

A jednak nigdy mnie przeczucia nie zawodzą... Przyszedł zawiadowca. Pa chciał, żeby pisali protokół na służbę, że puszczają do wagonów takich ludzi i psów podobnych do wilków. Straszny człowiek wysiadł i tak wymyślał, że Pa wołał żandarma, żeby go pociągnąć do sądu za obelgi.

Pociąg ruszył, a rzeczy nasze mają wziąć na granicy do opłaty! Ma nawymyślała Pa, że jest safanduła112 i zły ojciec rodziny, że pozwala robić krzywdę Stokrotkom.

Biedne pieski jeszcze drżą z przerażenia i tak piszczą żałośnie! Niegodziwi są ludzie, żeby krzywdzić takie biedactwa... Ledwie się uspokoiłam. Biłabym takich ludzi!

Przed Granicą