Awantura! Sądny dzień. Boże, jak się to skończy! Pa skonfiskowali w Szczakowej papierosy, Ma herbatę, a mnie cukierki! Potem Stokrotki zginęły, że ledwieśmy je znaleźli... Nie daruję sobie nigdy, że ich nie zjadłam przed granicą... Całe trzy pudełka zabrali!
Pa tak krzyczał, tak wymyślał im za to, że chcieli go zatrzymać!
Ma płacze i modli się, Stokrotki się gryzą, a mnie tak smutno, tak strasznie smutno, żebym chociaż miała cukierki!... Musimy czekać do rana w Trzebini, bo pociągu nie ma do Krakowa! Co za nieszczęście! Musimy spać na krzesłach! A może Pa jeszcze wezmą do więzienia?... Nie, takiej hańby bym nie przeżyła.
Dopisek Pa
Ulżyło mi trochę, myślałem, że mnie już szlag trafi!... A szelmy, żeby mnie tak zirytować! Mnie, Jana Gwalberta, mnie, obywatela, mnie, porządnego ojca i obywatela ciągać do protokółów jak jakiegoś zbrodniarza!...
I te gałgany mają takie piwo!
Boże, Boże, Ty widzisz wszystko, co się dzieje. Jadę wesoły, szczęśliwy, i tu zaraz w Szczakowej pytają mnie, czy czego nie deklaruję?... czy czego nie wiozę?... A zjadłeś sto par diabłów, psiakość nóżki baranie! Cóż to, będę im głupie papierosy, cukierki albo herbatę deklarował, czy ja to tym handluję, obywatel jestem!... A ci robią rewizję i mnie z żoną biorą na osobność!!! Świat się kończy czy co?... Rewizja, konfiskują — kara, protokół! Do samego cesarza pójdę, świat cały poruszę, a swojej krzywdy nie daruję! To ja mam nie palić, moje dziewczątko ma cukierków nie jeść, matka i Stokrotki, i my wszyscy mamy herbaty nie pić...
Zrozum, kto w Boga wierzy, bo ja, Jan Gwalbert, nie potrafię.
Przyjeżdżamy tutaj, nie ma połączenia z Krakowem, nie ma hotelu, nie ma gdzie spać!...
I pytam się raz jeszcze, gdzie ta konstytucja?... gdzie ta wolność?