Nie, spać na krzesłach w zimie, nawet bez szlafroka!
Zgroza! Zgroza!
Gdzież jest ta wolność? Proszę mi ją pokazać! Psiakość nóżki baranie! Ja, Jan Gwalbert, chcę widzieć tę wolność!...
Pójdę się chyba napić czegoś, bo czuję, że mnie znowu złość chwyta, a doktór114 zabrania mi wzruszeń wszelkich...
28 marca rano. Za granicą...
No, nareszcie jesteśmy w Krakowie. Stanął mi zegarek, że nie wiem, o której godzinie przyjechaliśmy do hotelu...
Umyślnie napisałam tytuł u góry, bo to bardzo ładnie brzmi: Za granicą! Nie wiem tylko, czy to właściwie, bo tutaj tak wszystko po polsku, jakby to nie było jeszcze za granicą, a w pociągu to tylko z jednym konduktorem mogłam się rozmówić po niemiecku, a i on w końcu powiedział, że będzie mi wygodniej mówić po polsku... Także się wybrał. Nie po to się chyba jeździ za granicę, żeby rozmawiać po polsku... Ale kiedy w tym Krakowie to prawie inaczej nie rozumieją.
Zażądałam od pokojówki wody ciepłej, ma się rozumieć, mówiłam po francusku — nie rozumiała! Dopiero jak jej po polsku nawymyślałam, to zrozumiała.
Pa i Ma już śpią, a i Stokrotki także, biedactwa, takie były zmęczone drogą, że je Pa z wagonu musiał wynosić.
Deszcz pada i takie błoto, takie zimno! Z okna nic nie widać, tylko takie same domy, jak u nas, ale tak odrapane... że też to na to pozwala policja.