Pierwszy raz w życiu mieszkam w hotelu...
Trzeba iść spać, bo kuzynek Jaś ma przyjść o drugiej...
Byłam na korytarzu; długi i ciemny, drzwi koło drzwi, a prawie przed każdym stoją buty... Jak to zabawnie wygląda! A przed sąsiednimi drzwiami stoją długie buty z ostrogami i damskie buciki, ogromne, powykrzywiane i takie niezgrabne, to pewnie jaki oficer z żoną! Ale żeby szanująca się kobieta miała takie pokrzywione buciki?...
Służba tu ogromnie grzeczna w tym hotelu, wszyscy mówią: „Całuję rączki” i „Jaśnie panienka”. Tutaj umieją cenić ludzi. A u nas, to nawet nasz stróż tak nie mówi. Ale, bo też u nas... Boże się zmiłuj — chamstwo.
Ach, żeby to już prędzej być w tym Neapolu, Rzymie, Florencji, tam to dopiero śliczne mieć muszą ansichtskarty!
U nas tam już wstają, Rozalia pewnie nastawia samowar albo poszła po bułki, a ciocia zaczyna się wypychać... tapicerka!
Także pomysł... jadę do Włoch, jestem już za granicą i będę sobie jakąś tam głupią Rozalię przypominała...
Ciekawam, co pan Henryk robił wieczorem?...
Dziwne, ale jeszcze jakoś za nim nie tęsknię. Chociaż, kto mi teraz będzie przynosił cukierki?...
Wieczorem