Ale ten kuzyn Jaś, od czasu jak został dekadentem i mówi samemu Przybyszewskiemu „Stachu”, to ogromnie wyprzystojniał. A taki dowcipny i tak dziwnie patrzy, że... coś okropnego. Ubrany tylko tak jakoś, że w Warszawie tobym się wstydziła z nim iść na ulicę, boby wszyscy zwracali uwagę... Ale tutaj to mi wszystko jedno, nikt mnie nie zna! I ogromnie dobrze wychowany, przyniósł mi pudełko cukierków... gorsze co prawda niż u nas w Warszawie, ale już tak byłam stęskniona!

Ma już śpi, zmęczona pewnie, bo tyleśmy dzisiaj się nachodziły i po sklepach, po kościołach i muzeach, że już nóg nie czuję. Pa z kuzynkiem Jasiem wyprowadzili Stokrotki na spacer, bo biedne pieski prawie cały dzień przesiedziały w hotelu...

Jutro mamy iść do teatru, bo dzisiaj nie grają. To dopiero prowincja! Ale ansichtskarty mają śliczne! Napisałam z piętnaście i szkoda, że już nie mam więcej do kogo pisać!... Aha, mam, tak, napiszę nawet do Rozalii, to może grzebyk się znajdzie i zaraz cały dom będzie wiedział, że jesteśmy już za granicą — i jak ja pamiętam o naszej służbie.

Wstaliśmy już po drugiej, kuzynek Jaś zaraz przyszedł i z zaproszeniem od swojej matki, która jest cioteczno-stryjeczną siostrą Pa, na obiad na jutro. Kuzynek Jaś przyjeżdża do nas często. Obiecał, że jutro w teatrze pokaże mi Przybyszewskiego. Już o tej znajomości napisałam Ceśce.

Byliśmy na obiedzie u tego sławnego Hawełki. Boże! Jakaż to obrzydliwa nora! U nas w Warszawie toby policja zaraz zamknęła taki brudny zakład, a tutaj to wszyscy chodzą i jest sławny! A jak obrzydliwie jeść dają... bez serwet, na bibułkach, jak dla dorożkarzy. A takie podawali potrawy, że majonezu nie można było odróżnić w smaku od kurcząt! Wstrętna garkuchnia115! A Pa tak był zachwycony, że temu, co odbierał pieniądze, podał rękę... Jak ci mężczyźni na niczym się nie znają i nie umieją się szanować, to coś okropnego! Aż Ma musiała mu powiedzieć: „Janie!”.

Muszę notować po kolei, żebym miała o czym pisać panu Henrykowi.

Wyszliśmy od Hawełki i chciałam, abyśmy pojechali w tutejsze Aleje Ujazdowskie, ale Pa twierdził, że mu radca tego nie zanotował. A kuzynek Jaś powiada, że nie ma.

— A gdzież jeżdżą i chodzą na spacer?

— Spaceruje się po Plantach116 i po Linii Analfabetów.

Także miasto i wartoż było wstępować?