Jakże sierocą i smutną jest ta łyżeczka do kawy?

Tak smutną, jak książęce buty na śmietniku, jak to okno, ślepe na nieśmiertelność.

I jak ta pusta butelka, i jak ta umarła...

I jak ten policjant, którego buty skrzypią pod oknami szpitala wariatów.

*

Na ulicach śnieg leży, deszcz pada, słowiki śpiewają.

Miedziane trąby huczą w mniszek klasztorze... a z daleka... z daleka.

Zgrzyt ostry kos na łąkach... tam — na łąkach prabytu...

Tam, gdzie chodzą nagie wszechbyty i płyną strugi przepotężnej gliceryny pod fuksjami absolutu.

*