Naprawdę, ale nawet w „Kurierze” nigdy tak ślicznego kawałka nie czytałam.

Kuzynek Jaś pododawał tylko znaki pisarskie, bo pan Hiacynt musiał w natchnieniu zapomnieć.

Poszliśmy razem do teatru.

Teatr śliczny, zapomniałam tylko, co grali, bo było tyle ludzi!...

Wszystkie loże zajęte. Ale naprawdę u nas w Warszawie panie szykowniej się ubierają, no i są znacznie piękniejsze... tylko że u nas nie ma tylu hrabiów!

Kuzynek i pan Hiacynt pokazywali mi ich. Z pół teatru było samych hrabiów, hrabin i hrabianek! A brzydkie, jakby naumyślnie!

Przecież hrabianki to już powinny być przystojne...

A potem pokazali mi lożę, gdzie siedział Przybyszewski i ci, co mu mówią „Stachu”.

Nie myślałam, aby tutaj, w takiej dziurze, jak Kraków, aż tylu było hrabiów!

Pa powiedział, że to garsoni po knajpach i hotelach tylu fabrykują hrabiów, że Galicja ma ich na eksport!