Lokaj porozstawiał herbatę.
Cisza ciężka i nudna rozlała się po gabinecie, trzeszczały tylko zapałki, bo Bernard co chwila zapalał papierosa, lub dochodził głuchy stuk bil bilardowych uderzających o siebie.
— Kto gra?
— Stanisław z Kesslerem.
— Widziałeś się z nimi?
— Znudzili mnie prędko, a jeszcze prędzej ograli. Może nareszcie zaczniecie mówić!
Nikt jednak nie zaczynał.
Melę nurtowały jakieś przykre myśli, patrzyła smutnie na Różę i obcierała co chwila załzawione oczy.
— Mela, jesteś brzydka dzisiaj! Kobiety płaksiwe są podobne do zmoczonych parasoli, zamknąć je czy rozpiąć — zawsze kapią. Nie cierpię łez babskich, bo są albo fałszywe, albo głupie. Tumanią lub płyną z powodów najbłahszych.
— Daj spokój Bernard, bo dzisiaj nawet twoje porównania przechodzą bez żadnego wrażenia.